Historyczna i fantastyczna

Dwie podstawowe prawdy o zarazie to:

– że była i jest, a może nawet będzie,

– że dużo osób umiera, ale nie wszyscy.

Pytanie: dlaczego nie wszyscy, tak męczyło Mariusza Sobkowiaka, że napisał książkę pt. „Opowieści z czasów zarazy”.

*

Zarazy wielokrotnie nawiedzały Gorzów, czyli dawniejszy Landsberg nad Wartą. Mariusz Sobkowiak wybrał tylko kilka, ale opisał je na wnikliwie pokazanym tle historycznym. Zarazę „czarnej śmierci” z 1350 roku powiązał z nagonką na Żydów, którzy w mniemaniu spokojnych mieszkańców ją do miasta przywlekli. Zarazę nazwaną „angielskie poty” z 1528 roku także osadził w relacjach z Żydami, ale w innym kontekście. Dżumę z 1566 r. wpisał w prześladowanie i praktykowane w tym czasie palenie czarownic.  Zarazę z 1813 roku nazwaną „gorączką nerwową” świetnie połączył z klęską wojsk Napoleona i przyniesieniem choroby przez wracających spod Moskwy schorowanych żołnierzy. Zaraza cholery z 1830 roku była dla autora okazją do pokazania, jakie wtedy wprowadzano restrykcje i jak zwalczano rozprzestrzenianie się choroby. Także zgrabnie połączył ją z modą na mesmeryzm, czyli leczenie magnetyzmem.

Ostatni rozdział dotyczy naszego covida 19, ale całą historię autor cofnął do pożaru wieży katedralnej i włączył całkiem wiarygodne rozterki współczesnej młodzieży.

*

Trzeba przyznać, że warstwa historyczna jest w opowieściach pokazana ciekawie, z bogactwem szczegółów obyczajowych, rzadko dominujących w prozie, która woli wydarzenia i awantury. Od początku Mariusz Sobkowiak nie ukrywa, że współpracował z historykiem Janem Zalewskim z Muzeum Lubuskiego im. Jana Dekerta. Na końcu książki zamieścił bardzo ważny rozdział „Co jest prawdą w >Opowieściach z czasów zarazy<”. Autor uzasadnia wykorzystanie pewnych wątków, sytuacji, metod leczenia, rekwizytów itp., a także wskazuje na samodzielne przekształcenia, jak np. przeniesienie zdarzenia w czasie o parę lat. Mamy więc pierwszą książkę historyczną o naszym mieście, wiarygodną w oddaniu klimatu sprzed lat.

*

Przy okazji warto przypomnieć najważniejsze prozatorskie książki literackie, które wiążą się z Gorzowem. Najważniejszą są „Wzorce dzieciństwa” Christy Wolf z obrazem miasta z lat 30. XX wieku. W latach wojny osadziła swoją sensacyjną powieść pt. „Spisek  nad Warta” Ilona Sychowska-Grzesiek.  Natomiast „Rubież” to tytuł powieści Natalii Bukowieckiej-Kruszony, której akcja toczy się 27 marca 1946 roku, czyli w rok po przejęciu przez Polaków władzy w Gorzowie. Potem mamy długą przerwę, bo dopiero w latach 70. rozgrywają się niektóre sceny powieści „Nie słuchajcie Alojzego Kofty” Zdzisława Morawskiego. Akcja dwóch powieści Elżbiety Daszkiewicz „Matylda” i „Matylda II” akcja rozgrywa się współcześnie, czyli na początku lat 20. XXI wieku. Można jeszcze dołożyć kilka opowiadań Zdzisława Morawskiego głęboko zagrzebanych w starych pismach, na pewno znajdą się jeszcze powieści jak „Tancerze” Elżbiety Jackiewicz czy „Dolina nadziei” Zofii Mąkosy, których akcja zahacza o Gorzów, ale moim zdaniem literackie obrazy naszego miasta na tym się kończą. Dopiero teraz Mariusz Sobkowiak dał prawdziwie literacką prozę pokazującą Gorzów, a wcześniej Landsberg nad Wartą.

*

Gdyby Mariusz Sobkowiak poprzestał na tej płaszczyźnie, mógłby zostać zakwalifikowany do propagatorów przeszłości. Ale jemu to nie wystarcza. On jest przede wszystkim propagatorem fantastyki w różnych formach. Wydaje pismo fantastycznonaukowe „LandsbergOn”, napisał kilka udanych opowiadań z fantastycznym podkładem, proponuje gry i inne formy kształcące poprzez fantastykę. W „Opowieściach” także musiał dołożyć element irracjonalności, bo przecież nie jest normalne, że z powodu zarazy jedni umierają, a inni nie. Co decyduje o tym, że kogoś zarazki się nie imają? I pytanie kolejne: czy możliwe, aby przenoszenie odporności na innych ludzi, a nawet na następne pokolenia?

Od pierwszej opowieści w tle snuje się wątek z zapachem miodu. Miód – samo zdrowie, a więc może i lekarstwo? Tu – przyznaję – fantazji mi nie starczyło, aby śledzić jak przez pokolenia była przenoszona miodna odporność, bo niewiele ma wspólnego z wrodzoną mi skłonnością do realności. Natomiast całkowicie odrzucam praźródło odporności, także przez autora wpisane w bardzo odległą historię naszego regionu. Tu poszedł na całość, bez konsultacji z historykami, ani z fantastami. Po prostu go poniosło.

*

„Opowieści z czasów zarazy” wyrosły z panoszącej się współcześnie zarazy. Czytelnicy będą mieli okazję do zobaczenia przeszłości naszego miasta od XIV wieku po XIX, a współczesność do skonfrontowania z widzeniem autora. Zaraza rodzi pytania, na które nie umiemy sobie odpowiedzieć. Propozycja uzasadnienia Mariusza Sobkowiaka daleka jest od dywagacji naukowych, ale może poruszyć wyobraźnię. Warto więc książkę przeczytać.

*

Projekt „Opowieści…” został wsparty finansowo przez Urząd Miasta Gorzowa Wielkopolskiego, a autor nowatorsko poprowadził kampanię promocyjną książki. Najpierw w mediach społecznościowych informował o etapach jej powstawania, potem ogłosił, że książkę można za darmo odebrać we wskazanych miejscach. Chętnych było dużo. Dla tych, którzy nie dostali wersji papierowej, dostępna jest wersja cyfrowa na stronach: www.opowiesci.fam.org.pl oraz www.stowarzyszenienovum.wordpress.com. Teraz o książce się mówi.

Czy już ją przeczytałeś (aś)?

 

***

Mariusz Sobkowiak, „Opowieści z czasów zarazy”, wyd. Stowarzyszenie na rzecz Innowacji Społecznych „Novum”, Gorzów Wlkp. 2021, 208 s.